Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 297 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


O. Michał Zioło: Boże Narodzenie zmienia centra naszego życia w peryferia

niedziela, 15 stycznia 2017 8:00

Ojciec Michał Zioło mówi o mapie duchowej, którą tworzy każdy człowiek i o tym jak żyć będąc rozbrojonym i jakie z tego płyną korzyści.

 

O. Michał Zioło był dominikaninem, w 1995 r. wstąpił do zakonu trapistów

m-ziolo-zyciorys.jpg

Mówił Ojciec kiedyś, że Bóg przychodzi w Boże Narodzenie, aby wywrócić naszą geografię ducha - zamienić miejscami centrum i peryferia.

 

O. Michał Zioło: - Każdy z nas zaznacza na swojej mapie duchowej miejsca, które są dla niego szczególnie ważne. Mamy dziwną tendencję do tego, aby akcentować na niej obszary, które - tak naprawdę - nie mają wielkiej wagi. Oznaczamy je jako niezwykle ważne dla naszego rozwoju, kariery, na drodze do sukcesu. Taka mapa zagęszcza się od tych - pozornie tylko - ważnych punktów. A jeśli coś dla nas jest ważne, to trudno komukolwiek nakłonić nas do zmian. Jeśli życzliwi nam ludzie, przyjaciele patrzą na naszą hierarchię wartości i kwestionują ją, gwałtownie protestujemy. Chcemy utrzymać tę wręcz strategiczną dla nas mapę w niezmienionym stanie. Zazwyczaj posiłkujemy się wówczas mocnymi argumentami, typu: ona gwarantuje nam samorealizację, sukces, bycie kimś. Nie brakuje nam inteligencji, więc poruszamy się po tej mapie do sukcesu z pełną elegancją, bez przekraczania granicy chamstwa. Potrzebę osiągnięcia sukcesu pięknie motywujemy: to dla Polski, dla Kościoła, dla przyszłej rodziny, dla literatury, dla dziennikarstwa. Myślimy sobie, że musimy zrobić coś na wysokim poziomie, bo tylko wtedy się to liczy. Gloryfikujemy profesjonalizm.

Co złego jest w naszym dążeniu do samorealizacji w profesjonalizmie?

 

O. Michał Zioło: - Cały problem w tym, że punkty na naszej mapie źle nazywamy. Mówimy miłość, a tak naprawdę jest to rywalizacja, mówimy spotkanie, a w rzeczywistości jest to wykorzystanie, mówimy pomoc, a jest to zasysanie czyjejś energii, obiektywizm mylimy z okrucieństwem itd. Zjawisko takie nazwałbym odklejaniem nazw od rzeczywistości, którą nazywają. I nikomu to nie przeszkadza. Oczywiście, do pewnego momentu. Bo przychodzi chwila, o czym mówi też Ewangelia, że słowo staje się dla kogoś ciałem. To wydarzenie, które nas zmusza do opowiedzenia się.

Takim wydarzeniem jest właśnie Boże Narodzenie?

 

O. Michał Zioło: - To moment niezwykły, bo zmusza nas do zajęcia stanowiska - obojętnie czy jesteśmy wierzący czy niewierzący. Przychodzi Bóg, nie bez przyczyny jako małe dziecko, i zaczyna nam układać inną mapę. To, co my uważaliśmy za centrum, za naszą Jerozolimę, pałac Heroda, On uważa za prowincję, według niego centrum to Betlejem. On zatem odwraca wartości i proponuje nowe punkty na naszej mapie. Z doświadczenia wiem, że to ludzi oburza, że ktokolwiek śmie manipulować przy tym, co ja już sobie uporządkowałem.

Centrum to kolejne punkty w drodze na szczyt, czyli żeby być szczęśliwym, a peryferia, które Bóg chce nam wskazać jako właściwe centrum to - według Ojca - co konkretnie?

 

O. Michał Zioło: - Na nowej mapie Bóg wpisuje np. coś takiego jak rozbrojenie. Nie znaczy to, że mam być słaby, ale mam być rozbrojony. Brzmi to absolutnie zniechęcająco, bo proszę sobie wyobrazić, że wchodzi pani rozbrojona do redakcji. Niemożliwe, przecież mnie zniszczą, podepcą - myśli pani. Proszę sobie wyobrazić, że przychodzi pani taka bezbronna i staje przed swoim szefem-rekinem albo koleżanką, która tylko czeka na chwilę nieuwagi, żeby panią zdominować. Intelekt mówi: nigdy nie pozwól sobie na rozbrojenie, zawsze pokazuj się wśród ludzi w pancerzyku, takim "mrożkowskim", żeby ludzie się ode mnie odbijali. Pokazuj, że nie masz żadnych kłopotów, że realizujesz się w tym, co robisz, żeby ludzie ci zazdrościli. Musisz popisać się znajomością języków, rozległością kontaktów, planami na przyszłość i egzotycznymi miejscami, które masz zamiar odwiedzić, ale oczywiście jako coś zupełnie naturalnego.

Wygląda na to, że Bóg jest mało realistyczny w żądaniach wobec człowieka.

 

O. Michał Zioło: - Oczywiście, ale tylko z pozoru oznaczają one dla nas życiową porażkę, rodzaj śmierci. Jednak idźmy dalej. Kolejny punkt, jaki obok rozbrojenia nanosi na naszą mapę Jezus, to dialog. Mamy go uprawiać w małżeństwie, z przełożonym, nawet tym, który nam nie dorasta do pięt, z człowiekiem, który wprowadza ciężką atmosferę. Jezus mówi: jako dziecko bądź ufny. Bądź jak święty. A oni mają to do siebie, że gdy ich spotykamy, chcemy z nimi być, dlatego że wiedzą, jak wyciągnąć do drugiego rękę. Jan Paweł II umiał słuchać. Nie mówił: "Słuchaj, jestem papieżem, mam tyle kłopotów, mieszkam na Watykanie. Wiesz, jakie tu są dzieła sztuki! A to jest wszystko moje". Nie! On słuchał.

No tak, ale z dzieckiem można zrobić wszystko, można je zmanipulować.

 

O. Michał Zioło: - Tak, nowa mapa, jaką proponuje nam Bóg czyni z nas dziecko, które jest ufne i można z nim zrobić wszystko. Można je udusić, zniszczyć, a dziecko na to wszystko wyciąga ręce i się uśmiecha. Ono uśmiecha się do wszystkich, także do gestapowca, który je za chwilę zastrzeli. Zaraz zadamy sobie pytanie, czy taka ufność jest wskazana? I odpowiadamy sobie: Nie! Jeśli będę aż tak ufny, ktoś mnie oszuka. Idźmy jednak dalej i poszukajmy kolejnego nowego i ważnego punktu na naszej mapie. I znajdziemy przebaczenie. I wciąż pojawiające się pytanie, dlaczego to ja mam zawsze pierwszy przebaczyć? O. Michał Zioło: - Właśnie tacy mamy być i nie brać sobie do serca, że ktoś nas wciąż odrzuca. Myślimy, jak podejść do kogoś, kogo nie lubię, kto zniszczył moje dobre imię i tak po prostu powiedzieć: przebaczam ci?! Ależ tak! Przebaczenie to wielka i piękna wartość, choć nam wydaje się ono nierealne. I nagle znajdujemy się w punkcie, kiedy już wiemy, że to, co uważaliśmy za centrum, to zupełne peryferia, a Bóg zaprasza nas do czegoś ogromnego. Dobrze, ale jak to wszystko zrealizować? Bóg powiedział, że u ludzi jest to niemożliwe, ale u Niego wszystko jest możliwe.

Czyli, że człowiek sam nie może opracować po prostu strategii "bycia lepszym"?

 

O. Michał Zioło: - Dosłownie. Apostołowie kiedyś sami zapytali Jezusa, kto się może zbawić, czyli uwolnić od starej mapy ze źle określonym centrum. Jezus im nie odpowiada, że tu trzeba lekko popracować, tu trochę odkręcić, a tu mocniej przykręcić, a tu zastosować mowę gestów, tutaj małą psychologię, tam wybrać dobry moment. Nie, Jezus mówi otwarcie: nie, u ludzi jest to niemożliwe. Dlatego że każdy człowiek jest kłamcą, jak mówi jeden z psalmów. Uczestniczymy solidarnie w czymś, co teologia nazywa grzechem pierworodnym, czyli pozbawieni jesteśmy sprawiedliwości i świętości. Oznacza to, że sami z siebie nie wyciągniemy się za sznurowadła z błota. Jesteśmy skazani na to, żeby ktoś nam pomógł i podał rękę. Bywa, że ludzie to rozumieją i szukają pomocy u duchownych. Pracują nad życiem duchowym, ale bez efektów. O. Michał Zioło: - Bywa i tak, podam przykład. Do klasztoru, na wpółzamkniętego jak mój, przychodzi mężczyzna. Mówi, że wiele przeszedł, zasmakował życia, ale teraz musi sobie poukładać sprawy z Panem Bogiem. Rozpędza się w życiu duchowym, jest bardzo akuratny we wszystkich modlitwach, medytacjach, lekturach duchowych. I w pewnym momencie następuje katastrofa. Bóg go podcina, jak na lodzie i tamten ląduje na pysk. Nic nie rozumie. Wypełnił wszystko, mógłby nawet dostać medal za wzorowe zachowanie. A tu nagła kompromitacja albo po prostu przestaje mu to smakować. Zaczyna myśleć, że to wszystko, co robi, niczemu nie służy. Okazuje się, że to, co on uważał za życie duchowe, było pewnego rodzaju strategią, jak postępować, żeby przeżyć kolejny dzień i pokazać, że kontroluje sytuację. To podcięcie zmusza człowieka, by przyznał, że wcale jej nie kontroluje.

Do czego ma służyć ta refleksja, to przyznanie?

 

O. Michał Zioło: - Ponieważ Bóg chce, abyśmy przemieszczali się według tych punktów, które On nam wyznaczył. Przychodzi taki moment, kiedy Bóg przychodzi, sadza nas naprzeciwko i pyta np. "Michał, kim ty jesteś?". Odpowiadam: jestem mnichem, jestem księdzem, Polakiem… On mówi: "tak, tak, ale kim ty jesteś?". Mówię: hm, jestem takim dość banalnym facetem… "Nie, nie używaj takich słów. Kim ty jesteś?" I wtedy coś się w człowieku na chwilę otwiera. I Pan Bóg każe nam popatrzeć na własne dzieciństwo, kiedy coś nas zachwycało, coś chcieliśmy mieć, bo było piękne. To nie jest tak do końca powrót do dzieciństwa. Bóg po prostu mówi nam: "Wiesz, są w tobie takie fundamenty, które ogromnie kocham, i które w tobie zbudowałem, i to jesteś ty. Byłeś takim małym chłopcem, który całe dnie budował okręty, byłeś wtedy taki bezradny". Ale do tego nie ma powrotu. O. Michał Zioło: - Nie trzeba wracać. To tylko przypomnienie. Taki już nie będziesz, to jest nierealne. To jest tylko przypomnienie, "kim ty jesteś?". A w tym pytaniu, jest kolejne - o to, na czym człowiek buduje. Chodzi o to, żeby zdać sobie sprawę ze swojej istoty. Wraz z nawróceniem, z Bogiem wraca do nas utracona radość życia. Strategię przeżycia jeszcze jednego dnia możemy zastąpić po prostu życiem. W zbliżaniu się do Boga trzeba jednak uważać, aby się z Nim nie rozminąć. Być jak pasterze i magowie, nie myśleć jak Herod, że Jezus jak przyjdzie zabierze mi władzę, coś stracę, a w ogóle kto to jest? Ufność, rozbrojenie, przebaczenie…

Nie ma chyba sensu głosić powszechnego zrzucania pancerzy?

 

O. Michał Zioło: - Ale możemy głosić indywidualne zrzucanie pancerza. Pan Bóg zresztą nie mówi: zrób to sam. Tylko: ja zrobię to za ciebie. Możliwe jest życie bez tych cech. Aż do następnej sytuacji, kiedy będą nam potrzebne…

Szef krzyczy a ja…

 

O. Michał Zioło: - A ja nie krzyczę.

Jest szansa, że postępując konsekwentnie w ten sposób, zyskamy szacunek, ale może być i tak, że ludzie będą z nas kpić, z naszej bierności.

 

O. Michał Zioło: - Myślę, że raczej to drugie. Taka postawa nie musi przysporzyć nam szacunku. Trzeba spojrzeć na to w innym sposób. Jesteśmy ludźmi ochrzczonymi i mieszka w nas wielka siła. I to jest realna siła, proszę mi wierzyć. Jezus nam nie obiecał, że nie będziemy wyśmiewani za świętość. Jego samego przezywano żarłokiem i pijakiem, który zadaje się z grzesznicami. Jezus daje nam taką siłę, że możemy być oskarżani, jest nam wtedy ciężko, ale to już nie zmienia naszego życia. Przychodzi taki moment mocy, że nas to kompletnie nie obchodzi. Wiemy, że i tak ludzie będą źle mówić, bo sprawia to im przyjemność. W pewnym momencie dostrzegamy, że są rzeczy ważniejsze. I to wystarczy. 




Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rozmowa z o. Adamem Piecuchem

sobota, 14 stycznia 2017 21:24

Z Adamem Piecuchem, paulinem, rozmawia Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz: Scena z programu telewizyjnego. Ojciec mówi: „Ojcze nasz” to modlitwa przeciwko mnie. Zapada cisza jak makiem zasiał. Prowadzący spotkanie zdziwiony pyta: dlaczego przeciwko ojcu? I zaczyna się…
O. Adam Piecuch: – To bardzo trudna modlitwa walki wewnętrznej, wielkiego ukrycia. W pierwszych wiekach była to modlitwa tajemnicza, w którą wprowadzano katechumenów bardzo późno.

011777_mgn09s03_piecuch_34.jpg



Dlaczego? 
– Bo to modlitwa niezrozumiała, a nawet… gorsząca. Zobaczmy, jak brzmią już same słowa „Ojcze nasz”, czytane w świetle Ewangelii, gdzie napisane jest, że „Jego słońce świeci nad złymi i dobrymi”. Wzywam Ojca wszystkich, za których Jezus oddał swoje życie: a więc i Ojca najgorszych zbrodniarzy, ludzi, których potępiam, omijam szerokim łukiem. To gorszące.

O wiele łatwiej powiedzieć: Ojcze mój
– Jasne. Ale to też ojciec mojego największego wroga. I co ja na to? Przypomina mi się litania Matki Teresy. Gdy ją odmawiano w czasie beatyfikacji, ludzie byli oszołomieni. Zaczynała się od słów: „Jezus jest głodny, Jezus jest spragniony”. Bardzo dotknęło mnie jedno z wezwań: „Jesus is the Prostitute to remove from danger and befriend her”: Jezus jest prostytutką, by odsunąć ją od niebezpieczeństwa i zaprzyjaźnić się z nią. Niektórzy byli zniesmaczeni. Jak to, Jezus prostytutką? Pamiętam też reakcję Ojca Świętego: serdecznie się uśmiechnął. Modlitwa Pańska też może być dla nas zgorszeniem… „Święć się imię Twoje” – bardzo trudne słowa. Szczególnie dla nas, duchownych. Mamy żyć tak, aby ludzie widzieli nasze dobre czyny, ale chwalili Ojca, który jest w niebie. Ojca, nie nas. A to bardzo trudno odróżnić. Jak łatwo podszywamy się pod chwałę Bożą! Jak to niesamowicie kusi. Sami chcemy błyszczeć i uchodzić za kogoś szlachetnego, dobrego. A Jezus przypomina: unikajcie dwulicowości. Święć się imię Twoje, nie moje!
„Bądź wola Twoja, nie moja” – to słowa przeciw powszechnej religijności, gdzie człowiek ustala sobie plan dnia, doskonale wie, czego chce i dopiero gdy już nie daje sobie rady i nie może na nikogo liczyć, wzywa Boga. Po co? Aby wypełnił nasze plany i zamiary…

A Ojciec potrafi wstać rano i zapytać: „Boże, jakie masz plany na dzisiejszy dzień?” i błogosławić w ciemno za wszystko, co Ojca spotka?
– Dziś zapowiadał się bardzo spokojny dzień. Nie przewidziałem tego, że zadzwoni dziennikarz z „Gościa”, a tu nagle masz… (śmiech). I jak tu pełnić swoją wolę? Nie wiadomo, z czym Pan Bóg wyskoczy?

A z czym ostatnio wyskoczył?
– Przed godziną straszliwie zaczął mnie boleć kręgosłup. Nie wiedziałem, co robić. Ani siedzieć, ani stać. Co zrobić: bądź wola Twoja…
„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Po co? Przecież ja sam sobie zarobię na chleb dla siebie i mojej rodziny.

Nikt nie chce być żebrakiem…
– Nie potrzebujemy jałmużny. Modlimy się inaczej; daj mi pracę, pozycję, a na chleb to sam sobie zarobię. Podoba mi się polskie tłumaczenie tego zdania. Co to znaczy „powszedni”? To znaczy również „po wsze dni” – czyli po wszystkie dni, na życie wieczne. Widzę w tym wyraźną prośbę o Chleb eucharystyczny.

W czasie wspomnianego telewizyjnego programu powiedział Ojciec: „Pod koniec »Ojcze nasz« to już modlę się o piekło dla siebie”. Jak to? 
– … bo mówię: „przebacz mi, tak jak ja przebaczam moim wrogom”. A ja doskonale wiem, jak ja przebaczam. Te słowa zamknęły też usta Apostołom. To ciekawe, że Jezus nie mówił im, jak mają się modlić. Widzieli Jego modlitwę, widzieli, jak znikał na całe noce, ale On nie mówił im, jak się modlić. Aż do czasu, gdy zapytali Go o to sami. I ciekawostka – Jezus zaczął od tego, jak nie powinno się modlić! Nie bądźcie gadatliwi, wielomówni jak poganie, bo Ojciec wie, czego wam potrzeba, zanim Go o to poprosicie. Odmawiając „Ojcze nasz”, pamiętajmy o tym, że Bóg wie, czego nam potrzeba, zanim zaczniemy się modlić.

A jeśli nie potrafię przebaczyć? Mówię „przebaczam”, ale w sercu nie życzę tej osobie dobrze?
– W modlitwę „Ojcze nasz” wprowadzano katechumenów bardzo późno. Dlaczego? Bo musieli na własnej skórze doświadczyć, co to znaczy przebaczyć i przyjąć przebaczenie. Po takim doświadczeniu ja mogę powiedzieć: Panie, właśnie tak mi przebacz. Powiem szczerze; był czas, gdy miałem ogromny problem z przebaczeniem jednej osobie i dlatego nie potrafiłem modlić się tymi słowami. Milczałem jak grób. Nie chciałem rzucać słów na wiatr. Wiedziałem, że to zbyt poważna sprawa. Bo modlitwa „Ojcze nasz” wymaga naszego nawrócenia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

święcenia oo.Dominikanów 2013

wtorek, 04 czerwca 2013 11:29


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

z Wielkanocnego Orędzia 2013

wtorek, 02 kwietnia 2013 13:10

Oto czym jest Zmartwychwstanie Pańskie: jest wyjściem, przejściem człowieka z niewoli grzechu, zła, do wolności miłości i dobra. Ponieważ Bóg jest życiem, jedynie życiem, a jego chwałą jest żywy człowiek (por. św. Ireneusz, Adversus haereses, 4, 20, 5-7).


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 20 listopada 2017

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

blog powstał jako poboczny do moich notatek by umieszczać tu teksty których ja nie tworzyłem, a które są dla mnie ważne, moje tropy...

kim jestem?