Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 656 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


św. Bernard

wtorek, 26 maja 2009 19:45
"Życiem duszy jest prawda i świadomością duszy jest miłość. Dlatego nie rozumiem, jak ktoś może być uważany za żyjącego (tym bardziej w takim życiu wspólnym jak nasze), jeśli nie kocha tych, wśród których żyje..."
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Posłany mówił, iż najgorsi między nami to ci, którzy nie przyjmują upadków i przeprosin i nie przebaczają grzechu."

wtorek, 26 maja 2009 19:37
W 1996 wróciłem do Polski załatwiać papiery do Algierii. W miesiąc po moim wyjeździe Islamska Grupa Zbrojna porwała moich braci z algierskiego Tibhirine. W maju zostali zgładzeni. Ciała ukryto, głowy w worze zawieszono na drzewie pod Medeą. Wtedy został otwarty testament Christiana de Chergé. "I ty, przyjacielu ostatniej minuty" - zwracał się do swojego zabójcy... Ibu Abbâs naucza: "Posłany mówił, iż najgorsi między nami to ci, którzy nie przyjmują upadków i przeprosin i nie przebaczają grzechu." W grupie siedmiu zamordowanych trapistów znalazł się Bruno Lemarchand - przełożony z Fezu, który na krótko przyjechał do Algierii.
Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Alphabeticon

wtorek, 26 maja 2009 19:33

BIEDAK z Sale pod Rabatem. A właściwie dwóch biedaków. Opowiedział tę historię ojciec X., dominikanin z "La Source" w Rabacie. "La Source" to biblioteka i miejsce studiów nad islamem. Otóż ojciec X. wybrał się w odwiedziny do swojego znajomego z Sale. Biedak przyjął go serdecznie i ugościł kartoflami, ale sam nie jadł. "Dlaczego nie jesz ze mną?" - zapytał ojciec X. "Wstyd powiedzieć, ale oszczędzam - odpowiedział gospodarz. - Wczoraj zapukał do mnie biedak z prośbą o wsparcie. Nie miałem mu co dać, więc kazałem mu przyjść za trzy dni. Może uda mi się zdobyć trochę świeżych jarzyn?"


BOGACZ nieznajomy. I biedak z Sale, ten sam, znajomy ojca X. Kilka miesięcy później. Uradowany, podniecony: "Patrz, dostałem pieniądze na pielgrzymkę do Mekki!" "Przecież to ogromna suma! Wiem, że nie ukradłeś, ale..." "Dobrze ubrany człowiek w ciemnych okularach zatrzymał mnie na ulicy i wręczył pieniądze, mówiąc: »Masz, trzymaj, to na pielgrzymkę do Mekki«, po czym oddalił się."



CELESTYN I CZAPECZKA CELESTYNA. Opowiadał Jean de la Croix, mój współbrat z Fezu. Ojciec Celestyn to jeden z siedmiu zamordowanych trapistów z Tibhirine. Kiedyś, jeszcze we Francji, duszpasterz "marginesu". "Przyleciał z Algierii Celestyn. W niedzielę po nonie powiedział do mnie: »Chodź, pójdziemy na mały spacer.« Poszliśmy. Medina zatłoczona jak zwykle. Słychać muzykę, flety, bębenki, jakąś gitarę. Celestyn jakby zapadł się pod ziemię. Odwracam się, szukam, nie ma go nigdzie. Posuwam się w stronę muzyki, widzę tańczących ludzi, ale Celestyna nie ma w tłumie gapiów. Wreszcie między głowami tańczących dostrzegam rytmicznie posuwającą się jego czapeczkę. Celestyn tańczy! Muzycy przerwali dla oddechu, a jakaś marokańska kobieta chciała ofiarować Celestynowi potężną szklanicę mleka, ale odmówił. Żegnały go brawa. Poszliśmy dalej."



JEZUS. Z tradycji muzułmańskiej: "Jezus i uczniowie idą drogą. Na drodze leży zdechła suka w roju much. Uczniowie zatykają nosy, niektórzy mówią: jakież to wstrętne! A Jezus: "Patrzcie, jakie ona ma piękne białe zęby."



MAHMED z Tibhirine. Razem z Christianem przez wiele tygodni kopią studnię. Tryska wreszcie woda. "Kopaliśmy razem, jak więc sądzisz - muzułmańska to woda czy chrześcijańska?" Ale Christian śmieje się, gdy to mówi. Mahmed odpowiada: "Ty dobrze wiesz, że jest to woda samego Boga."



PROSTYTUTKA I PIES. Skąd? Z Marakeszu, Fezu, Kenitry. Czy to ważne? Opowiada Muslim: "Oszalały z pragnienia pies kręci się po placu. Prostytutka zdejmuje pantofelek, czerpie nim wodę z fontanny. Daje mu pić. Bóg przebacza jej wszystkie grzechy."


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gabriel

czwartek, 21 maja 2009 20:10
„Gabriel mały jak jaskółka, złożony na liściu ptaszek, który wypadł z gniazda. I zagoiła mu się wreszcie rana na nosie. Pięć lat temu zabrała go do szpitala reanimatka. I zaraz wróciła, bo lekarze stwierdzili, że nic już nie da się zrobić. A Gabriel żyje, wodzi za mną oczami. Gabriel mała jaskółka, która nigdy nie powiedziała nic złego o drugim człowieku, o bracie, o przełożonym."
Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 20 sierpnia 2017

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

blog powstał jako poboczny do moich notatek by umieszczać tu teksty których ja nie tworzyłem, a które są dla mnie ważne, moje tropy...

kim jestem?